Jak pisałam na FB, uwielbiam czerwiec. Ta cała eksplozja smaków i zapachów sezonowych, które pojawiają się w domu za sprawą zakupów na targu, za każdym razem wywołuje we mnie szeroki uśmiech. Tym razem mój ulubiony rabarbar (w tym roku chyba pomrożę zapasy, żeby cieszyć się nim też jesienią i zimą) i truskawki. Pomysł na tartę z kruszonką zaczerpnęłam od Małgosi (tutaj -> klik). Od siebie dodałam truskawki i zastąpiłam brązowy cukier białym (wynikało to z braku na stanie tego pierwszego). Kruszonkę szczerze mówiąc robiłam "na oko" dodają po garści każdego składnika i ewentualnie modyfikując ilości w trakcie mieszania/zagniatania. Też wyszło. Jest lato (prawie) i jeżeli można, to odmierzajmy składniki ręką, odstawmy na półkę wagi kuchenne i miksery. Im szybciej i prościej, tym lepiej :) Przynajmniej teraz.
Zostawiam Was z tą tartą. Polecam zjeść chociaż kawałek w towarzystwie białego schłodzonego wina...obłędne :)
Tarta z truskawkami i rabarbarem
pomysł - pieprzczywanilia.blogspot.com + moje małe zmiany
Składniki:
- 200 g mąki (ok.1,5 szklanki o pojemności 250ml)
- 100 g zimnego masła (pół kostki)
- 60 g cukru (u mnie biały, 60 g to ok.4 łyżek stołowych)
- 1 żółtko
- łyżka zimnej wody (u mnie dwie)
Nadzienie:
- truskawki - ok. 0,5 kg, ale może być więcej
- rabarbar - dwie duże łodygi (też może być więcej - według uznania i smaku)
- 2 łyżki cukru (jak komuś przeszkadza kwaskowatość rabarbaru, może dodać więcej)
Kruszonka:
- 3 łyżki płatków owsianych
- łyżka mąki
- 3 łyżki cukru
- 1/4 kostki masła
Mąkę siekamy razem z masłem. Dodajemy cukier i żółtko, na końcu wodę. Zagniatamy ciasto do momentu, aż można uformować z niego kulę. Zawijamy ją w folię spożywczą i chowamy do lodówki na pół godziny. Robimy kruszonkę rozcierając w palcach wszystkie jej składniki - aż do powstania grudek. Chowamy do lodówki na czas robienia reszty. Myjemy truskawki i rabarbar, kroimy je na kawałki i przesypujemy cukrem - żeby puściły sok. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Wyjmujemy z lodówki ciasto, rozwałkowujemy je do pożądanej wielkości (u mnie okrągła forma na tartę o śr. 26 cm), przekładamy ciasto do nasmarowanej masłem i wysypanej mąką blachy/formy. Nakłuwamy widelcem w kilku miejscach i wsypujemy obciążenie (u mnie biała fasola), żeby podpiec "na biało". Pieczemy 10 min. Wyjmujemy ciasto z piekarnika, przesypujemy fasolę do pojemnika/woreczka (po wystudzeniu przyda się na kolejny raz), na cieście rozkładamy owoce i pokrywamy je warstwą kruszonki. Pieczemy wszystko w 200 stopniach przez ok.30 - 35 minut.
Podajemy na ciepło lub zimno, z lodami lub bez. Dobre również następnego dnia - chociaż nie wiem czy coś zostanie... :)
Smacznego :)
poniedziałek, 17 czerwca 2013
wtorek, 4 czerwca 2013
Makaron z wiosennymi warzywami
Razem z wiosną przyszło więcej zawodowych obowiązków. Dlatego w kuchni spędzam mniej czasu niż bym tego chciała. Obiady powstają z tego, co akurat jest w lodówce lub tego co wpadło mi w ręce podczas zakupów (np. pęczek zielonych szparagów).
Makaron zawsze ratuje mnie jak trzeba szybko coś upichcić ;-) Tak też było tym razem. A wyszło wyjątkowo smacznie!
Makaron ze szparagami i młodą marchewką
Składniki (porcja na dwie osoby):
- pół pęczka zielonych szparagów
- 3 młode marchewki
- 1 mała cebula
- 2 łyżki śmietany lub jogurtu naturalnego
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- 200 g makaronu razowego (u mnie spaghetti)
- sól, pieprz
Wstawiamy wodę na makaron. Marchew kroimy w plasterki, cebulę w kostkę, szparagom odrywamy stwardniałe końcówki i kroimy na kawałki. Główki zostawiamy na później. W czasie, gdy gotuje się makaron rozgrzewamy na patelni oliwę i wrzucamy pokrojoną cebulkę. Jak się zeszkli dorzucamy marchewkę oraz szparagi (tylko łodyżki!). Mieszamy, podlewamy łyżką wody i dusimy kilka minut - aż warzywa będą prawie miękkie. Dorzucamy główki szparagów. Dajemy warzywom jeszcze ok. 3 - 4 minut. Zdejmujemy z ognia/palnika, dodajemy śmietanę, doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem do smaku. Mieszamy z ugotowanym makaronem. Podajemy od razu!
Smacznego! :-)
Makaron zawsze ratuje mnie jak trzeba szybko coś upichcić ;-) Tak też było tym razem. A wyszło wyjątkowo smacznie!
Makaron ze szparagami i młodą marchewką
- pół pęczka zielonych szparagów
- 3 młode marchewki
- 1 mała cebula
- 2 łyżki śmietany lub jogurtu naturalnego
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- 200 g makaronu razowego (u mnie spaghetti)
- sól, pieprz
Wstawiamy wodę na makaron. Marchew kroimy w plasterki, cebulę w kostkę, szparagom odrywamy stwardniałe końcówki i kroimy na kawałki. Główki zostawiamy na później. W czasie, gdy gotuje się makaron rozgrzewamy na patelni oliwę i wrzucamy pokrojoną cebulkę. Jak się zeszkli dorzucamy marchewkę oraz szparagi (tylko łodyżki!). Mieszamy, podlewamy łyżką wody i dusimy kilka minut - aż warzywa będą prawie miękkie. Dorzucamy główki szparagów. Dajemy warzywom jeszcze ok. 3 - 4 minut. Zdejmujemy z ognia/palnika, dodajemy śmietanę, doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem do smaku. Mieszamy z ugotowanym makaronem. Podajemy od razu!
Smacznego! :-)
czwartek, 30 maja 2013
Placki na słodko z jabłkami i śliwkami
Danie kojarzące się dzieciństwem, z wakacyjnym bieganiem po podwórku, czy też ogrodzie dziadków. Wpadało się do domu na chwilę, jak po ogień, brało się w małe rączki placek, albo dwa i biegło się dalej... Nie liczyły się małe i duże problemy tego świata. Liczyło się słońce, zielona trawa i wakacje. Szkoda czasu na siedzenie przy stole, szkoda czasu na używanie sztućców. Trzeba biec dalej, łapać nowe.
Teraz rozkoszuję się jedzeniem takich placków na spokojnie, widelcem i nożem, z kleksem naturalnego jogurtu i szczyptą cynamonu. Tyle że nadal jestem skłonna jeść palcami, w biegu, bo tak lepiej smakuje...
Zapraszam Was na placki z owocami. Świetne na piknik, czy też w sytuacji, kiedy mamy do wykarmienia gromadę dzieci :-) Najlepsze, kiedy robi je babcia, ale cóż... staram się jak mogę ;-)
Placki z jabłkami i śliwkami
przepis własny
Składniki:
do odmierzania użyłam kubka o pojemności 250ml
- 2 kubki mąki
- 3/4 kubka cukru
- 2 jajka
- 1,5 kubka mleka
- łyżka proszku do pieczenia
- łyżka cukru waniliowego
- szczypta soli
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 2 jabłka pokrojone w kostkę
- kilka śliwek (poza sezonem mogą być ze słoika - ja użyłam właśnie takich)
Owoce mogą być dowolne, w zależności od zawartości lodówki czy spiżarni.
Mieszamy wszystkie składniki ciasta. Najlepiej mikserem, ale łyżka też da radę ;-) Kroimy jabłka w kostkę, śliwki na połówki, dodajemy je do ciasta. Ciasto musi mieć konsystencję bardzo gęstej śmietany. Jeśli tak nie jest dodajcie trochę więcej mąki lub mleka.
Smażymy placki na rozgrzanej patelni, rozgrzewając uprzednio na niej łyżkę oleju rzepakowego. 2 - 3 minuty z każdej strony - aż się dobrze zrumienią.
Podajemy z cukrem pudrem - jeśli zdążymy posypać, bo może się tak zdarzyć, że przeszkodzą nam jakieś małe (albo duże!) rączki... :-) Może być też jogurt naturalny lub gęsta śmietana.
Doskonałe też na zimno, dlatego idealne na piknik.
Smacznego!
p.s. wpis bierze udział w piknikowej akcji prowadzonej przez usagi
Teraz rozkoszuję się jedzeniem takich placków na spokojnie, widelcem i nożem, z kleksem naturalnego jogurtu i szczyptą cynamonu. Tyle że nadal jestem skłonna jeść palcami, w biegu, bo tak lepiej smakuje...
Zapraszam Was na placki z owocami. Świetne na piknik, czy też w sytuacji, kiedy mamy do wykarmienia gromadę dzieci :-) Najlepsze, kiedy robi je babcia, ale cóż... staram się jak mogę ;-)
Placki z jabłkami i śliwkami
przepis własny
Składniki:
do odmierzania użyłam kubka o pojemności 250ml
- 2 kubki mąki
- 3/4 kubka cukru
- 2 jajka
- 1,5 kubka mleka
- łyżka proszku do pieczenia
- łyżka cukru waniliowego
- szczypta soli
- 1/2 łyżeczki cynamonu
- 2 jabłka pokrojone w kostkę
- kilka śliwek (poza sezonem mogą być ze słoika - ja użyłam właśnie takich)
Owoce mogą być dowolne, w zależności od zawartości lodówki czy spiżarni.
Smażymy placki na rozgrzanej patelni, rozgrzewając uprzednio na niej łyżkę oleju rzepakowego. 2 - 3 minuty z każdej strony - aż się dobrze zrumienią.
Podajemy z cukrem pudrem - jeśli zdążymy posypać, bo może się tak zdarzyć, że przeszkodzą nam jakieś małe (albo duże!) rączki... :-) Może być też jogurt naturalny lub gęsta śmietana.
Doskonałe też na zimno, dlatego idealne na piknik.
Smacznego!
p.s. wpis bierze udział w piknikowej akcji prowadzonej przez usagi
czwartek, 16 maja 2013
Faszerowane buraki...czyli ostatnie zapasy przed botwinką
Tak właśnie. Zima już dawno (?) zniknęła. Ba, nawet nie pamiętam że była. Wiosna ma to do siebie (maj tym bardziej), że wymazuje złe wspomnienia ;-) I wszystko zaczyna się układać. Oby tak dalej i wciąż.
Dziś kupiłam już pierwszą w tym roku botwinkę, ale tutaj będą jeszcze ostatnie, zabłąkane w lodówce buraki. Przepis na faszerowane buraki dojrzałam w nowym KUKBUKU, ale ponieważ nie chciałam robić mięsnego dania, pokombinowałam po swojemu.
Mój mąż stwierdził, że za dużo buraka w tym daniu i woli go w zupie, albo jako dodatek, ale ja jestem zachwycona. Buraki okazały się bardzo syte, a podane z lekką sałatą stanowiły pełne obiadowe danie. Danie idealne również na lunch do pracy (farsz można też zabrać po prostu jako sałatkę).
Buraki faszerowane kaszą jaglaną i fetą
inspiracja - KUKBUK, przepis własny
Składniki (na 2 duże porcje)
- 3 spore buraki
- filiżanka kaszy jaglanej
- pół opakowania fety/sera typu bałkańskiego
- garść natki pietruszki
- ew. świeżo zmielony pieprz
Buraki umyjcie dokładnie, osuszcie, ponakłuwajcie widelcem w kilku miejscach i zawińcie w folię aluminiową. Pieczcie w piekarniku rozgrzanym do 180-190 stopni ok.godziny (muszą być miękkie w środku). Można to zrobić dzień wcześniej, albo przy okazji pieczenia czegoś innego. Po wystudzeniu upieczone buraki dobrze się przechowują w lodówce.
Ugotujcie kaszę jaglaną na sypko wg instrukcji na opakowaniu (zazwyczaj ok.15 min w posolonym wrzątku z dodatkiem łyżeczki oliwy).
Przestudzone buraki przekrójcie na pół i wydrążcie środek tworząc "łódeczki". Miąższ pokrójcie w kostkę (wielkość wg uznania), dodajcie pokrojoną w kostkę fetę, ugotowaną kaszę i posiekaną natkę pietruszki. Wymieszajcie. Nafaszerujcie tą sałatką (idealna również jako osobne danie) łódeczki z buraków i zapieczcie w piekarniku ok.15 min w 180 stopniach.
Podawajcie z sałatą albo solo. Można posypać jeszcze odrobiną fety i natką pietruszki.
Smacznego :-)!
Przepis bierze udział w durszlakowej akcji Wegetariański obiad.
Dziś kupiłam już pierwszą w tym roku botwinkę, ale tutaj będą jeszcze ostatnie, zabłąkane w lodówce buraki. Przepis na faszerowane buraki dojrzałam w nowym KUKBUKU, ale ponieważ nie chciałam robić mięsnego dania, pokombinowałam po swojemu.
Mój mąż stwierdził, że za dużo buraka w tym daniu i woli go w zupie, albo jako dodatek, ale ja jestem zachwycona. Buraki okazały się bardzo syte, a podane z lekką sałatą stanowiły pełne obiadowe danie. Danie idealne również na lunch do pracy (farsz można też zabrać po prostu jako sałatkę).
Buraki faszerowane kaszą jaglaną i fetą
inspiracja - KUKBUK, przepis własny
Składniki (na 2 duże porcje)
- 3 spore buraki
- filiżanka kaszy jaglanej
- pół opakowania fety/sera typu bałkańskiego
- garść natki pietruszki
- ew. świeżo zmielony pieprz
Buraki umyjcie dokładnie, osuszcie, ponakłuwajcie widelcem w kilku miejscach i zawińcie w folię aluminiową. Pieczcie w piekarniku rozgrzanym do 180-190 stopni ok.godziny (muszą być miękkie w środku). Można to zrobić dzień wcześniej, albo przy okazji pieczenia czegoś innego. Po wystudzeniu upieczone buraki dobrze się przechowują w lodówce.
Ugotujcie kaszę jaglaną na sypko wg instrukcji na opakowaniu (zazwyczaj ok.15 min w posolonym wrzątku z dodatkiem łyżeczki oliwy).
Przestudzone buraki przekrójcie na pół i wydrążcie środek tworząc "łódeczki". Miąższ pokrójcie w kostkę (wielkość wg uznania), dodajcie pokrojoną w kostkę fetę, ugotowaną kaszę i posiekaną natkę pietruszki. Wymieszajcie. Nafaszerujcie tą sałatką (idealna również jako osobne danie) łódeczki z buraków i zapieczcie w piekarniku ok.15 min w 180 stopniach.
Podawajcie z sałatą albo solo. Można posypać jeszcze odrobiną fety i natką pietruszki.
Smacznego :-)!
Przepis bierze udział w durszlakowej akcji Wegetariański obiad.
wtorek, 23 kwietnia 2013
Chleb żytnio - pszenny na zakwasie czyli część I chlebowego szaleństwa
Od ponad dwóch lat podpatrywałam osoby piekące chleb, czytałam o ich zakwasach żytnich, pszennych etc. Piekłam czasami bułki, chałki, chleby na drożdżach. Wszystko dość łatwe, jeśli przestrzega się podanych proporcji. Z czasem można dowolnie modyfikować przepisy - dodawać przypraw, ziół i czego tylko dusza zapragnie.
Zakwas i chleby pieczone z jego użyciem wydawały mi się czarną magią i karkołomnym przedsięwzięciem. A jednak...! Krok po kroku i mam. Swój własny żytni zakwas*. I od kilku tygodni nie kupujemy pieczywa - piekę chleb w domu, a mąż dopytuje tylko "jaki chlebek dzisiaj?" :-) Pisać mogłabym sporo - i na pewno nie raz tak zrobię. Dziś napiszę tylko jedno - zapach domu, w którym piecze się chleb, jest niepowtarzalny. Smak własnoręcznie upieczonego chleba jest nie do opisania :-) Zakwas nie jest trudny, to tylko mąka i woda. Potrzeba mu po prostu czasu i uwagi.
Co dwa dni wyskakują z mojego piekarnika kolejne bochenki. Przeglądam dziesiątki (jeśli nie setki) stron internetowych, czytam każdy artykuł o chlebie, jaki wpadnie mi w ręce. Mąż kupił mi moją pierwszą książkę z przepisami na domowy chleb. Wpadłam po uszy... Bardzo podoba mi się to uzależnienie. Cieszę się, że mój dom, ten który tworzę tu, w Gdańsku, pachnie chlebem...
Pierwszy, który upiekłam na własnoręcznie wyhodowanym zakwasie, to żytnio - pszenny chleb. Z podanej porcji wychodzą mi zawsze dwa spore bochenki. Posypuję je przed pieczeniem mąką lub pestkami dyni czy słonecznika. Jest pyszny. W weekend poczęstuję nim moich rodziców, którzy przyjeżdżają w odwiedziny.
Chleby na zakwasie wymagają czasu i dlatego zazwyczaj zaczyna się ich przygotowywanie dzień wcześniej tj. od przygotowania zaczynu, który potrzebuje od kilku do kilkunastu godzin na fermentację. Następnie wyrabiamy ciasto właściwe, które odstawiamy też na jakiś czas (od kilkudziesięciu minut do kilku godzin) do rośnięcia. Później pieczemy i delektujemy się smakiem własnego chleba :-)
Chleb żytnio - pszenny na zakwasie żytnim
(przepis z pracowniawypiekow.blogspot.com, znajdziecie go tutaj)
Składniki:
Zaczyn:
- 360 g mąki żytniej (720)
- 300 g wody
- 20 g zakwasu żytniego (2 łyżki)
Wszystkie składniki zaczynu mieszamy w misce (wystarczy łyżką, do połączenia składników) i zostawiamy na 12 - 16 godzin.
Ciasto właściwe:
- 230 g mąki żytniej (720)
- 300 g mąki pszennej
- 400 g wody
- łyżeczka soli
- łyżeczka drożdży suszonych instant
- cały zaczyn
Do zaczynu dodajemy wszystkie pozostałe składniki i mieszamy dokładnie ciasto. Przykrywamy ściereczką. Odstawiamy do rośnięcia na 30 - 60 minut (zależy jak ciepło macie w kuchni).
Następnie przekładamy ciasto do foremek (silikonowych nie trzeba niczym smarować, blachy smarujemy olejem i wysypujemy otrębami/ew. kaszką manną). Zostawiamy do rośnięcia pod przykryciem na 50 - 60 minut. Rozgrzewamy piekarnik do 230 stopni (grzałka góra - dół). Posypujemy wyrośnięte chleby mąką/pestkami dyni/pestkami słonecznika - czym lubimy. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 15 minut w 230 stopniach, a następnie zmniejszamy temperaturę do 220 stopni i pieczemy dalej 30 - 40 minut.
Upieczony chleb jest ładnie zrumieniony i popukany od spodu wydaje głuchy odgłos. Wyjmujemy z foremek/blach i studzimy. Kroimy po ostudzeniu.
Potem wpadamy w chlebowe szaleństwo i pieczemy częściej... ;-)
Smacznego!
* korzystałam z instrukcji podanej przez Liskę w Pracowni Wypieków
Zakwas i chleby pieczone z jego użyciem wydawały mi się czarną magią i karkołomnym przedsięwzięciem. A jednak...! Krok po kroku i mam. Swój własny żytni zakwas*. I od kilku tygodni nie kupujemy pieczywa - piekę chleb w domu, a mąż dopytuje tylko "jaki chlebek dzisiaj?" :-) Pisać mogłabym sporo - i na pewno nie raz tak zrobię. Dziś napiszę tylko jedno - zapach domu, w którym piecze się chleb, jest niepowtarzalny. Smak własnoręcznie upieczonego chleba jest nie do opisania :-) Zakwas nie jest trudny, to tylko mąka i woda. Potrzeba mu po prostu czasu i uwagi.
Co dwa dni wyskakują z mojego piekarnika kolejne bochenki. Przeglądam dziesiątki (jeśli nie setki) stron internetowych, czytam każdy artykuł o chlebie, jaki wpadnie mi w ręce. Mąż kupił mi moją pierwszą książkę z przepisami na domowy chleb. Wpadłam po uszy... Bardzo podoba mi się to uzależnienie. Cieszę się, że mój dom, ten który tworzę tu, w Gdańsku, pachnie chlebem...
Pierwszy, który upiekłam na własnoręcznie wyhodowanym zakwasie, to żytnio - pszenny chleb. Z podanej porcji wychodzą mi zawsze dwa spore bochenki. Posypuję je przed pieczeniem mąką lub pestkami dyni czy słonecznika. Jest pyszny. W weekend poczęstuję nim moich rodziców, którzy przyjeżdżają w odwiedziny.
Chleby na zakwasie wymagają czasu i dlatego zazwyczaj zaczyna się ich przygotowywanie dzień wcześniej tj. od przygotowania zaczynu, który potrzebuje od kilku do kilkunastu godzin na fermentację. Następnie wyrabiamy ciasto właściwe, które odstawiamy też na jakiś czas (od kilkudziesięciu minut do kilku godzin) do rośnięcia. Później pieczemy i delektujemy się smakiem własnego chleba :-)
Chleb żytnio - pszenny na zakwasie żytnim
(przepis z pracowniawypiekow.blogspot.com, znajdziecie go tutaj)
Składniki:
Zaczyn:
- 360 g mąki żytniej (720)
- 300 g wody
- 20 g zakwasu żytniego (2 łyżki)
Wszystkie składniki zaczynu mieszamy w misce (wystarczy łyżką, do połączenia składników) i zostawiamy na 12 - 16 godzin.
Ciasto właściwe:
- 230 g mąki żytniej (720)
- 300 g mąki pszennej
- 400 g wody
- łyżeczka soli
- łyżeczka drożdży suszonych instant
- cały zaczyn
Do zaczynu dodajemy wszystkie pozostałe składniki i mieszamy dokładnie ciasto. Przykrywamy ściereczką. Odstawiamy do rośnięcia na 30 - 60 minut (zależy jak ciepło macie w kuchni).
Następnie przekładamy ciasto do foremek (silikonowych nie trzeba niczym smarować, blachy smarujemy olejem i wysypujemy otrębami/ew. kaszką manną). Zostawiamy do rośnięcia pod przykryciem na 50 - 60 minut. Rozgrzewamy piekarnik do 230 stopni (grzałka góra - dół). Posypujemy wyrośnięte chleby mąką/pestkami dyni/pestkami słonecznika - czym lubimy. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 15 minut w 230 stopniach, a następnie zmniejszamy temperaturę do 220 stopni i pieczemy dalej 30 - 40 minut.
Upieczony chleb jest ładnie zrumieniony i popukany od spodu wydaje głuchy odgłos. Wyjmujemy z foremek/blach i studzimy. Kroimy po ostudzeniu.
Potem wpadamy w chlebowe szaleństwo i pieczemy częściej... ;-)
Smacznego!
* korzystałam z instrukcji podanej przez Liskę w Pracowni Wypieków
piątek, 19 kwietnia 2013
Kasza jaglana - idealne drugie śniadanie
Powrót do obowiązków teoretycznie powinien oznaczać mniej czasu. Dla siebie, dla rodziny, dla znajomych. Okazuje się, że nie jest tak źle. Dzięki wyrozumiałości (póki co!) szefostwa mam szansę robić wiele rzeczy po swojemu. Rodzą się nowe pomysły i idee, tradycyjnie mnóstwo planów i marzeń...
Wyjęłam z piekarnika chleb (o którym na pewno jeszcze napiszę), spojrzałam przez okno (na parapecie pierwsze doniczki z ziołami), zobaczyłam nasz balkon (wreszcie wygląda jak trzeba - już nie mogę się doczekać kawy przy nowym stoliku) i się uśmiechnęłam :-)
Dobrze jest. Oby tak dalej :-) !
Jedliście już kaszę jaglaną? Ja kilka lat temu trafiłam przypadkiem na artykuł o niej. Spróbowałam i ... nie ukrywam - szału nie było... Dopiero przy drugiej czy trzeciej próbie, kiedy doprawiłam ją po swojemu, powiedziałam: dobre! I tak już zostało. Teraz rączki wyciąga po nią nawet moje 8 - miesięczne dziecko. O wykorzystaniu jej w wersji wytrawnej na pewno jeszcze napiszę. Póki co - pomysł idealny na drugie śniadanie lub lunch (przygotowany rano lub dzień wcześniej - wtedy jej nie zapiekamy - można z powodzeniem zabrać do pracy).
Kasza jaglana z jabłkiem i rodzynkami
Składniki (na jedną większą lub dwie mniejsze porcje):
- filiżanka kaszy jaglanej
- 1 jabłko
- garść rodzynek
- łyżka migdałów w płatkach
- 1/3 łyżeczki cynamonu
- łyżka miodu
- łyżka masła
- szczypta soli
Kaszę jaglaną ugotujcie wg instrukcji na opakowaniu (ja gotuję w wodzie, ale można przygotować też w mleku) - zazwyczaj gotowana ok. 15 minut w proporcjach mniej więcej 1 filiżanka kaszy na 2,5 filiżanki wrzątku/mleka. Do gotującej się kaszy dodajcie szczyptę soli i łyżkę masła. Jabłko pozbawcie gniazd nasiennych i pokrójcie w kostkę (ew. plastry). Nie musicie go obierać.
Kiedy kasza będzie prawie gotowa (1 - 2 minuty przed końcem gotowania) wymieszajcie ją z jabłkiem, rodzynkami i migdałami. Doprawcie cynamonem i dodajcie miodu.
Ja swoją porcję zapiekłam jeszcze w piekarniku rozgrzanym do 160 stopni przez 10 minut. Całość nabiera fajnego aromatu, miód się rozpuszcza, smaki się przenikają. Nie musicie jednak tego robić.
Jaglanka, bo tak potocznie nazywa się tą kaszę, jest bardzo syta, a odpowiednio doprawiona - naprawdę bardzo smaczna. Musicie uwierzyć na słowo, albo zrobić własną wersję. Myślę, że wiele owoców będzie tu odpowiednich :-)
Smacznego!
Wyjęłam z piekarnika chleb (o którym na pewno jeszcze napiszę), spojrzałam przez okno (na parapecie pierwsze doniczki z ziołami), zobaczyłam nasz balkon (wreszcie wygląda jak trzeba - już nie mogę się doczekać kawy przy nowym stoliku) i się uśmiechnęłam :-)
Dobrze jest. Oby tak dalej :-) !
Jedliście już kaszę jaglaną? Ja kilka lat temu trafiłam przypadkiem na artykuł o niej. Spróbowałam i ... nie ukrywam - szału nie było... Dopiero przy drugiej czy trzeciej próbie, kiedy doprawiłam ją po swojemu, powiedziałam: dobre! I tak już zostało. Teraz rączki wyciąga po nią nawet moje 8 - miesięczne dziecko. O wykorzystaniu jej w wersji wytrawnej na pewno jeszcze napiszę. Póki co - pomysł idealny na drugie śniadanie lub lunch (przygotowany rano lub dzień wcześniej - wtedy jej nie zapiekamy - można z powodzeniem zabrać do pracy).
Kasza jaglana z jabłkiem i rodzynkami
Składniki (na jedną większą lub dwie mniejsze porcje):
- filiżanka kaszy jaglanej
- 1 jabłko
- garść rodzynek
- łyżka migdałów w płatkach
- 1/3 łyżeczki cynamonu
- łyżka miodu
- łyżka masła
- szczypta soli
Kaszę jaglaną ugotujcie wg instrukcji na opakowaniu (ja gotuję w wodzie, ale można przygotować też w mleku) - zazwyczaj gotowana ok. 15 minut w proporcjach mniej więcej 1 filiżanka kaszy na 2,5 filiżanki wrzątku/mleka. Do gotującej się kaszy dodajcie szczyptę soli i łyżkę masła. Jabłko pozbawcie gniazd nasiennych i pokrójcie w kostkę (ew. plastry). Nie musicie go obierać.
Kiedy kasza będzie prawie gotowa (1 - 2 minuty przed końcem gotowania) wymieszajcie ją z jabłkiem, rodzynkami i migdałami. Doprawcie cynamonem i dodajcie miodu.
Ja swoją porcję zapiekłam jeszcze w piekarniku rozgrzanym do 160 stopni przez 10 minut. Całość nabiera fajnego aromatu, miód się rozpuszcza, smaki się przenikają. Nie musicie jednak tego robić.
Jaglanka, bo tak potocznie nazywa się tą kaszę, jest bardzo syta, a odpowiednio doprawiona - naprawdę bardzo smaczna. Musicie uwierzyć na słowo, albo zrobić własną wersję. Myślę, że wiele owoców będzie tu odpowiednich :-)
Smacznego!
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Tarta z malinami na 1 urodziny bloga...
Marzec obfituje w mojej rodzinie w kilka urodzinowych i imieninowych okazji. Dla uczczenia jednej z nich piekłam tę tartę. Znalazłam ją (niezawodnie!) tutaj, u Małgosi. Dodałam tylko maliny. Bo je uwielbiam, bo kojarzą mi się z latem, które było nam w tamtej chwili baaardzo potrzebne. Tarta czekała na publikację dobrych kilka tygodni...
I tak marzec marcem, ale zastał mnie już kwiecień (ach, te powroty do pracy...) i właśnie minął rok od pierwszego wpisu na blogu. Dlatego dziś, urodzinowo, życząc Wam coraz większej przyjemności z odwiedzania tej strony, sobie coraz lepszych potraw i zdjęć i blogowi 100 lat, przedstawiam TARTĘ Z MALINAMI.
Składniki:
(forma na tartę o średnicy 26 cm)
Na spód:
- 240 g mąki
- 150 g zimnego masła
- 30 g cukru
- 1 jajko
- szczypta soli
- ok. 1/2 łyżki zimnej wody (u mnie 1 łyżka)
Masa śmietanowo - jajeczna:
- 3 jajka
- 60 g cukru
- 200 g śmietany 36%
Dodatkowo:
- 60 g mielonych migdałów
- 40 g jasnego cukru trzcinowego (u mnie biały zwykły)
- ok. 300 g owoców (u mnie maliny)
Mąkę przesiekać z masłem pokrojonym w kostkę, rozcierać do utworzenia grudek. Następnie dodać cukier, sól i jajko. Na końcu wodę. Zagnieść ciasto, aby można uformować kulę. Schować ją do lodówki na ok. 30 min. W tym czasie: ubić jajka z cukrem i dodać śmietanę. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni (grzałki góra - dół). Mielone migdały mieszamy z cukrem. Ciasto wyjmujemy z lodówki i wałkujemy (koło o średnicy o kilka cm większe niż nasza forma). Wylepiamy nim formę wcześniej wysmarowaną masłem. Podpiekamy ok.20 min. Wyjmujemy (nie wyłączamy piekarnika!), studzimy chwilę, wysypujemy podpieczone ciasto mieszanką migdałów i cukru. Wsypujemy owoce i zalewamy wszystko masą śmietanowo - jajeczną. Wszystko ląduje ponownie w piekarniku na ok. 45 minut. Masa musi się zrumienić i być ścięta. Kroimy dopiero, gdy ostygnie.
Smacznego i najlepszego! ;-)
I tak marzec marcem, ale zastał mnie już kwiecień (ach, te powroty do pracy...) i właśnie minął rok od pierwszego wpisu na blogu. Dlatego dziś, urodzinowo, życząc Wam coraz większej przyjemności z odwiedzania tej strony, sobie coraz lepszych potraw i zdjęć i blogowi 100 lat, przedstawiam TARTĘ Z MALINAMI.
Składniki:
(forma na tartę o średnicy 26 cm)
Na spód:
- 240 g mąki
- 150 g zimnego masła
- 30 g cukru
- 1 jajko
- szczypta soli
- ok. 1/2 łyżki zimnej wody (u mnie 1 łyżka)
Masa śmietanowo - jajeczna:
- 3 jajka
- 60 g cukru
- 200 g śmietany 36%
Dodatkowo:
- 60 g mielonych migdałów
- 40 g jasnego cukru trzcinowego (u mnie biały zwykły)
- ok. 300 g owoców (u mnie maliny)
Mąkę przesiekać z masłem pokrojonym w kostkę, rozcierać do utworzenia grudek. Następnie dodać cukier, sól i jajko. Na końcu wodę. Zagnieść ciasto, aby można uformować kulę. Schować ją do lodówki na ok. 30 min. W tym czasie: ubić jajka z cukrem i dodać śmietanę. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni (grzałki góra - dół). Mielone migdały mieszamy z cukrem. Ciasto wyjmujemy z lodówki i wałkujemy (koło o średnicy o kilka cm większe niż nasza forma). Wylepiamy nim formę wcześniej wysmarowaną masłem. Podpiekamy ok.20 min. Wyjmujemy (nie wyłączamy piekarnika!), studzimy chwilę, wysypujemy podpieczone ciasto mieszanką migdałów i cukru. Wsypujemy owoce i zalewamy wszystko masą śmietanowo - jajeczną. Wszystko ląduje ponownie w piekarniku na ok. 45 minut. Masa musi się zrumienić i być ścięta. Kroimy dopiero, gdy ostygnie.
Smacznego i najlepszego! ;-)
środa, 3 kwietnia 2013
Grecka uczta, czyli przeganiamy zimę (pita, keftedes i tzatziki)
Urodziny mojego męża należały do pizzy i włoskiego stylu - zgodnie z życzeniem jubilata. Kolejny dzień to była uczta grecka. Wszystko w ramach odganiania zimy.
Na wspomnienie wakacji na Krecie zawsze się uśmiechamy - czy to z rodzicami, z którymi pojechaliśmy tam kiedyś z okazji ich rocznicy ślubu, czy z moim mężem, z którym byłam tam w naszej podróży poślubnej. Jak sami widzicie Kreta, Grecja i wszystko co związane z tym klimatem, bardzo dobrze mi się kojarzy.
Upiekłam greckie pity, zrobiłam keftedes (greckie klopsiki) i tzatziki. Do tego feta i oliwa. Do gorącej pity każdy wkładał to, na co miał ochotę.
Zamarzyły nam się wakacje... A na pewno zrobiło się cieplej. Zimo - precz!
Greckie chlebki pita
przepis pochodzi z książki: "Domowy chleb, bułki i bułeczki" pod red.Anny Wrońskiej
Składniki (na 5 - 6 sztuk):
- 500 g mąki pszennej (typ 450)
- 1 saszetka drożdży suszonych (7 g)
- 1,5 łyżeczki soli
- 1,5 łyżeczki cukru
- 2 łyżki oliwy
- 250 - 300 ml ciepłej wody
Mąkę mieszamy z drożdżami, dodajemy sól, cukier, oliwę i tyle ciepłej wody, ile będzie konieczne, aby dało się zagnieść gładkie, elastyczne ciasto chlebowe (konsystencja podobna do tego na pizzę). Wkładamy je do miski, przykrywamy lnianą ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu, aby podwoiło objętość - nie powinno to trwać dłużej niż 25 - 30 minut. Zagniatamy ciasto jeszcze raz, dzielimy je na 5 - 6 kawałków. Blachę lekko natłuszczamy, wyściełamy papierem do pieczenia (wyłożyłam ją po prostu folią aluminiową), wstawiamy do piekarnika i ustawiamy temperaturę na 225 stopni. Na dnie stawiamy żaroodporną miseczkę z gorącą wodą. Kawałki ciasta zagniatamy jeszcze raz, spłaszczamy dłonią na placki o średnicy mniej więcej 12 cm. Rozgrzaną blachę wyjmujemy z piekarnika, układamy na niej placki, pieczemy 12 - 13 minut (grzałki góra - dół).
Keftedes czyli greckie klopsiki (przepis własny na podstawie wspomnień i przeczytanych przepisów)
Składniki (na 16 - 18 sztuk)
- 250 g mięsa mielonego (u mnie wieprzowe, ale idealna byłaby jagnięcina)
- 1 jajko
- 1 łyżka bułki tartej
- 1 łyżka oregano
- łyżeczka suszonych pomidorów (nie tych z zalewy!)
- pół łyżeczki soli
- pół łyżeczki pieprzu
- pół łyżeczki chilli
- pół łyżeczki bazylii
Wyrabiamy mięso z resztą składników, lepimy niewielkie kulki, smażymy na oliwie z oliwek, na rozgrzanej patelni.
Tzatziki
Składniki:
- opakowanie jogurtu greckiego (400 g)
- 2 ząbki czosnku
- świeży ogórek
- sól, pieprz
- kilka kropel soku z cytryny (do smaku)
- opcjonalnie: łyżeczka oregano
Ogórek zetrzeć na tarce o grubych oczkach, odcisnąć z niego wodę. Dodać go do jogurtu. Wycisnąć dwa ząbki czosnku, dodać resztę przypraw, wymieszać. Posmakować - jeśli niczego nie brakuje odstawić na godzinę, żeby smaki się przegryzły.
Ucztę czas zacząć... :-)
Smacznego!
Na wspomnienie wakacji na Krecie zawsze się uśmiechamy - czy to z rodzicami, z którymi pojechaliśmy tam kiedyś z okazji ich rocznicy ślubu, czy z moim mężem, z którym byłam tam w naszej podróży poślubnej. Jak sami widzicie Kreta, Grecja i wszystko co związane z tym klimatem, bardzo dobrze mi się kojarzy.
Upiekłam greckie pity, zrobiłam keftedes (greckie klopsiki) i tzatziki. Do tego feta i oliwa. Do gorącej pity każdy wkładał to, na co miał ochotę.
Zamarzyły nam się wakacje... A na pewno zrobiło się cieplej. Zimo - precz!
Greckie chlebki pita
przepis pochodzi z książki: "Domowy chleb, bułki i bułeczki" pod red.Anny Wrońskiej
Składniki (na 5 - 6 sztuk):
- 500 g mąki pszennej (typ 450)
- 1 saszetka drożdży suszonych (7 g)
- 1,5 łyżeczki soli
- 1,5 łyżeczki cukru
- 2 łyżki oliwy
- 250 - 300 ml ciepłej wody
Mąkę mieszamy z drożdżami, dodajemy sól, cukier, oliwę i tyle ciepłej wody, ile będzie konieczne, aby dało się zagnieść gładkie, elastyczne ciasto chlebowe (konsystencja podobna do tego na pizzę). Wkładamy je do miski, przykrywamy lnianą ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu, aby podwoiło objętość - nie powinno to trwać dłużej niż 25 - 30 minut. Zagniatamy ciasto jeszcze raz, dzielimy je na 5 - 6 kawałków. Blachę lekko natłuszczamy, wyściełamy papierem do pieczenia (wyłożyłam ją po prostu folią aluminiową), wstawiamy do piekarnika i ustawiamy temperaturę na 225 stopni. Na dnie stawiamy żaroodporną miseczkę z gorącą wodą. Kawałki ciasta zagniatamy jeszcze raz, spłaszczamy dłonią na placki o średnicy mniej więcej 12 cm. Rozgrzaną blachę wyjmujemy z piekarnika, układamy na niej placki, pieczemy 12 - 13 minut (grzałki góra - dół).
Keftedes czyli greckie klopsiki (przepis własny na podstawie wspomnień i przeczytanych przepisów)
Składniki (na 16 - 18 sztuk)
- 250 g mięsa mielonego (u mnie wieprzowe, ale idealna byłaby jagnięcina)
- 1 jajko
- 1 łyżka bułki tartej
- 1 łyżka oregano
- łyżeczka suszonych pomidorów (nie tych z zalewy!)
- pół łyżeczki soli
- pół łyżeczki pieprzu
- pół łyżeczki chilli
- pół łyżeczki bazylii
Wyrabiamy mięso z resztą składników, lepimy niewielkie kulki, smażymy na oliwie z oliwek, na rozgrzanej patelni.
Tzatziki
Składniki:
- opakowanie jogurtu greckiego (400 g)
- 2 ząbki czosnku
- świeży ogórek
- sól, pieprz
- kilka kropel soku z cytryny (do smaku)
- opcjonalnie: łyżeczka oregano
Ogórek zetrzeć na tarce o grubych oczkach, odcisnąć z niego wodę. Dodać go do jogurtu. Wycisnąć dwa ząbki czosnku, dodać resztę przypraw, wymieszać. Posmakować - jeśli niczego nie brakuje odstawić na godzinę, żeby smaki się przegryzły.
Ucztę czas zacząć... :-)
Smacznego!
sobota, 30 marca 2013
Wielkanocnie
Kochani, wiosny w sercach (na przekór temu, co za oknem!), dobrej atmosfery, czasu wśród tych, których kochacie i oczywiście samych pyszności :-)
U mnie (a właściwie u rodziców, gdzie jestem) już chłodzi się mój sernik, a "święcone" czeka na poranne spotkanie...
Najlepszego!
Monika
U mnie (a właściwie u rodziców, gdzie jestem) już chłodzi się mój sernik, a "święcone" czeka na poranne spotkanie...
Najlepszego!
Monika
środa, 27 marca 2013
Zupa selerowa i placki warzywne czyli obiad za 5 zł ;-)
Mimo końcówki marca zima nie chce odpuścić. Temperatura oscyluje wokół zera i tylko słońce wysoko na niebie potrafi poprawić nastrój. Jeśli zima to zostajemy wśród warzyw korzeniowych. Po lekturze kilku artykułów i przepisów wykonałam dwa własne. I wiecie co? Okazało się, że najedliśmy się z mężem za jakieś 5 zł. Obiad z dwóch dań. Nie myślałam, że to jeszcze możliwe ;-)
Inspiracje znalazłam w Wysokich Obcasach (przepis Marty Gessler na zupę) i Smakach Życia (cykl o warzywach korzeniowych Małgosi Dzięgielewskiej z pieprzczywanilia.blogspot.com). Posprawdzałam, poszłam na zakupy i wyszły z tego dwa pyszne dania. Panie i Panowie, zapraszam na zupę krem z selera (zaskakująco dobra!) i placki warzywne. Odczarowałam seler, który jako dziecko wyjmowałam z wszystkich zup i omijałam szerokim łukiem. Okazuje się, że dobry. Nawet bardzo. Was też do tych korzeniowych czarów zachęcam. Warto czasami zjeść coś innego.
Za zdjęcia jedynie Was przepraszam - ani seler nie należy do fotogenicznych, ani zupy kremy. Poza tym pośpiech to zły doradca. Następnym razem starcie z selerem będzie lepiej sfotografowane ;-)
Zupa krem z selera
- ok. 200 g selera (u mnie 1/4 sporej główki)
- 1 średnia marchewka
- pół cebuli
- ząbek czosnku
- łyżka oliwy z oliwek
- 500 - 600 ml wody/ew.bulionu
- szczypta (ok. 1/4 łyżeczki) soli i pieprzu oraz gałki muszkatołowej
Cebulę i czosnek kroimy w kostkę i smażymy na oliwie, aż zmiękną. Dodajemy obrane i pokrojone w kostkę warzywa (marchew i seler). Dajemy im wzajemnie przejść aromatami. Zalewamy wszystko wodą/bulionem i gotujemy do miękkości warzyw. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Zupę miksujemy. W razie konieczności dodajemy jeszcze trochę wody/bulionu i/lub doprawiamy.
Placki warzywne
Składniki (ok.20 placków):
- ok. 400 g selera (u mnie 1/2 sporej główki)
- 1 średnia marchewka
- 2 duże ziemniaki
- 1 jajko
- 3 - 4 łyżki mąki
- sól, pieprz
Warzywa obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach. Dodajemy jajko i mąkę. Mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem. Jeśli masa jest za rzadka, dodajemy jeszcze łyżkę mąki. Smażymy na oleju rzepakowym do zrumienienia z każdej strony. Jeden placek = jedna czubata łyżka stołowa masy.
Placki podałam z sosem majonezowym (2 łyżki keczupu + 2 łyżki majonezu).
Smacznego :-)
Inspiracje znalazłam w Wysokich Obcasach (przepis Marty Gessler na zupę) i Smakach Życia (cykl o warzywach korzeniowych Małgosi Dzięgielewskiej z pieprzczywanilia.blogspot.com). Posprawdzałam, poszłam na zakupy i wyszły z tego dwa pyszne dania. Panie i Panowie, zapraszam na zupę krem z selera (zaskakująco dobra!) i placki warzywne. Odczarowałam seler, który jako dziecko wyjmowałam z wszystkich zup i omijałam szerokim łukiem. Okazuje się, że dobry. Nawet bardzo. Was też do tych korzeniowych czarów zachęcam. Warto czasami zjeść coś innego.
Za zdjęcia jedynie Was przepraszam - ani seler nie należy do fotogenicznych, ani zupy kremy. Poza tym pośpiech to zły doradca. Następnym razem starcie z selerem będzie lepiej sfotografowane ;-)
Zupa krem z selera
Składniki (3 - 4 porcje):
- ok. 200 g selera (u mnie 1/4 sporej główki)
- 1 średnia marchewka
- pół cebuli
- ząbek czosnku
- łyżka oliwy z oliwek
- 500 - 600 ml wody/ew.bulionu
- szczypta (ok. 1/4 łyżeczki) soli i pieprzu oraz gałki muszkatołowej
Cebulę i czosnek kroimy w kostkę i smażymy na oliwie, aż zmiękną. Dodajemy obrane i pokrojone w kostkę warzywa (marchew i seler). Dajemy im wzajemnie przejść aromatami. Zalewamy wszystko wodą/bulionem i gotujemy do miękkości warzyw. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Zupę miksujemy. W razie konieczności dodajemy jeszcze trochę wody/bulionu i/lub doprawiamy.
Placki warzywne
Składniki (ok.20 placków):
- ok. 400 g selera (u mnie 1/2 sporej główki)
- 1 średnia marchewka
- 2 duże ziemniaki
- 1 jajko
- 3 - 4 łyżki mąki
- sól, pieprz
Warzywa obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach. Dodajemy jajko i mąkę. Mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem. Jeśli masa jest za rzadka, dodajemy jeszcze łyżkę mąki. Smażymy na oleju rzepakowym do zrumienienia z każdej strony. Jeden placek = jedna czubata łyżka stołowa masy.
Placki podałam z sosem majonezowym (2 łyżki keczupu + 2 łyżki majonezu).
Smacznego :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)